czwartek, 30 sierpnia 2012

19.


Napięcie wzrasta, tętno staje się szybsze, mięśnie sztywnieją. Mam trudności w złapaniu oddechu, próbuję się wydostać z zaciskającej pętli na piersiach, ale nie mogę. Pędzę po krople, 5 małych na początek szoku, 10, kiedy ciemno przed oczami. Przez chwile nie wiem co się dzieje, pluję sobie w brodę, że sama zgotowałam sobie to wakacyjne szaleństwo ciała.

Ale potem jakimś cudem znowu odbieram sygnały z wyimaginowanej planety szczęścia, dzięki której mogę sobie wyobrazić  (i wmówić), że wszystko będzie dobrze, że mając to co teraz, mogę dojść tam gdzie chcę, nie bacząc na wady i realne trudności. Może nawet przy tym nie postradam zmysłów, a może tak mi się tylko wydaje i okażę się dzieckiem, ale bez szczęśliwej gwiazdy, tylko ze starym białym karłem, albo, co najwyżej, z planetą karłowatą, która swoją drogą nawet nie jest planetą.

1 komentarz: