Dół zasypuje, zdrowo, niezdrowo, zdrowo, niezdrowo, od a do
z, od z do a, bujam się na huśtawce. Nie wiem co jest najważniejsze. Katuję się
od północy do 5 A.M. Boję się przyszłości, przeszłość mnie wygryza. Drgawki się
utrzymują od lipca, nienawiść wzrasta. Maile oficjalne wysłane, zjeba przyjęta,
że pisać ich nie umiem.
Budzisz się o 6, za oknem szarość zmieszana,
niewstrząśnięta. Gniecie cię w żołądku, rzygasz wspomnieniami. Krzyżem leżysz,
zimno w nery, nie pomaga, źle. Mózg tańczy lambadę. Skupić? Się nie skupisz.
Oczy przekrwione, brak magnezu daje się
we znaki: palec, lewa ręka, skacze jak szalony. Włosy zostają w ostatnim
miejscu zamieszkania twojej głowy. Plujesz za lewe ramię, myśląc „na szczęście”.
Tabletki połknięte, halucynacje właśnie wchodzą do pokoju, kładą się obok ciebie.
Toniesz, nie toniesz, toniesz, nie oddychasz, rzygasz dzień następny, krwią plujesz po ścianach.
21 lat minęło jak jeden dzień. Przed tobą życia szmat. Udawaj dorosłą, wyjdzie na to samo, a nuż
się dadzą zrobić w chuja. A nuż wyjdzie, że w 1/10 miałaś racje. Język pokażesz, palec wyprostujesz, tabletki połkniesz,a może całkiem znośną rzeczywistość zbudujesz.