wtorek, 13 grudnia 2011

4.

chyba się stało. JEDNAK lekka rezurekcja? po spiciu pyska i płaczu do 4 w nocy powinno się coś stać, ale to dopiero kac zabójca mówi ci jak wiele tracisz i jak wiele możesz jeszcze zdobyć. nie jest łatwo, bo jednak mam swoje przyzwyczajenia i układam, przekładam, zapisuje i skreślam, zamiast wziąć się za robotę.
i mimo, że dzisiaj nic nie zrobiłam z moich planów to czuję się jakoś jednak spełniona. poukładana i tego mi brakowało. w moim przypadku trochę schematu się przydaję, rutyna daje mi więcej poczucia bezpieczeństwa niż innym, tak myślę.

mieszkam w nowym mieszkaniu i mimo wszystko nie uważam, żeby ono powodowało moją zmianę, bo zmiana przyszła później niż przeprowadzka, ale samo mieszkanie spełnia moje wakacyjne marzenie, wreszcie mieszkam sama i jak najbardziej nie czuję się samotna :)

teraz tylko zakasać rękawy i próbować. nadrobić to co stracone i dążyć do celów.
amen

wtorek, 29 listopada 2011

?


Czuję się zagubiona. Nigdy się tak nie czułam. To jest najgorsze. Nie wiem co mam zrobić, chyba przekleństwo moich własnych pragnień dotarło do mnie. Siedzę w mcdonaldzie, co jest już uwłaczające. To chyba kolejna nauka mojego jak krótkiego życia. Nie rezygnuj ze znajomości, i nie tylko po to by myśle,cże są ci potrzebni, tylko bądź z nimi wiedząc, że ty też jesteś ważny. Chciej być z nimi. Daj się ponieść, nie zamykaj się, nie bądź samolubem.
Wiem, mam czego chciałam, jestem sama i sama muszę z tego wyjść, ale jest za ciężko.
I ten facet się oświadcza przez szybę w mcdonaldzie, romantyzm XXI wieku.

To chyba ma jakiś cel, tylko muszę przestać zaczynać zdanie od słowa "nie wiem".

poniedziałek, 17 października 2011

2.

z całej mojej podniety nowym rozdziałem życia , chęci i ambicji zrobiła się kiszka. nie potrafię pamiętać o tym by robić coś skrupulatnie i codziennie. nie da się.
czytałam dzisiaj swoje stare blogi i szczerze powiedziawszy, z tego co tam dzisiaj wyczytałam  stwierdzam, że nadal jestem na etapie liceum. to jest straszne. cały czas pojawiają się słowa typu " od jutra będzie inaczej, bo ja będę się inaczej zachowywać" i "czekam na coś, ale jeszcze nie wiem na co". czy moje życie jednak przeleci mi koło nosa?
jak już zaczynam się starać, wtedy szpony zła i nicnierobienia łapią mnie i jest po mnie. w sumie już powinnam zdążyć się nauczyć, że jak odpuszczam to nic dobrego z tego nie wychodzi. tylko z drugiej strony, skoro nie potrafiłam się zmienić i ta cała ambicja, czy działanie jeszcze się nie ulokowało w mojej głowie  przez te 5 lat to czy będę to kiedyś mogła zrobić? może to nie jestem ja skoro nic z tego nie wychodziło? może ja NIE chcę tego robić, tylko coś mnie do tego zmusza?
jestem zmęczona tym wewnętrznym problemem, choć powinnam była się już przyzwyczaić, czyż nie? całe moje życie to problem z otoczeniem i problem wewnętrzny, mój wierny kompan.

rezurekcji będzie wiele więcej bo patrząc z przeszłość, zawsze chcę odgrodzić się od tego co było i ot tak, jak gdyby nic, zacząć być kimś innym, tym lepszym, ale od jutra. czy to w ogóle możliwe? w mojej głowie nic nie jest tak jak powinno być, a nowe miejsce mi tego nie ułatwia. jestem rozdrażniona bekaniem, mlaskaniem, niemyciem rąk współlokatora i ogólnym brudem w mieszkaniu, w dodatku plan zajęć powoduje, że przez pierwsze 3 dni nie jem w mieszkaniu, a w następne chcę uciekać do rodzinnego domu, co oczywiście robię, a tam nie czuję się jakbym straciła tą otoczkę "domu" który sama sobie ukształtowałam przez tamten rok, dlatego aktualnie czuję się bezdomna.

nadal nie wiem co mogę z tym wszystkim zrobić.

sobota, 24 września 2011

1.

postanowione. letnia rezurekcja zakończona, moja głowa pełna pomysłów, planów, kolejna próba okreslenia siebie, swojego charakteru i tego co chce osiągnąć. zawsze po letniej rezurekcji jest lepiej, nie wierzę w postanowienia noworoczne, ani nawet moje urodziny nie są punktem zwrotnym.

just flow - mam w głowie. wrzesień jest dla mnie łaskawy w tym roku. cicho spadające liście, na wpół pożółkła trawa, słońce idące do morza, to wszystko tworzyło całość, aż mi szkoda tego września.
krakowski październik chyba nie będzie zły. muszę sobie wszystko znowu poukładać w tabelkach w mojej głowie, zrozumieć 5 razy i przepracować błędy. przyzwyczaić się do nowej pory, która z moimi planami wydaje się być ciekawą. starać się nie wypaść z rytmu i nauczyć planu życia jesiennego.
ciepły sweter zaprosi do tańca herbatę i we trójkę będziemy spędzać długie, ciemne i ciepłe wieczory na dietla. aż mi się ciepło robi na myśl, że mieszkam w centrum. może wreszcie kraków da się polubić? otworzy się przede mną bogactwo festiwali, kin i brukowych uliczek, których jeszcze nie znam. będzie można wyjść i zrobić COŚ w tym krakowie.

co więcej, sama jestem zdziwiona, że to wszystko dotyczy mnie, toczy sie wokół mnie i obmacuje rękami rzeczywistości. zawsze wizja mojego zycia była gdzieś obok, nie przeżywałam wszystkiego tak, jak inni, tak mi sie przynajmniej wydaje, aż tu -bach- nagle tyle się dzieje! jakbym wyszła z kokonu. przez rok nie znałam nikogo, aż nagle sa istoty z którymi dobrze mi się rozmawia, które są ciekawe i które chcę poznać. chce czerpać jak najwięcej, bo mimo tego, że jestem samotnikiem, nie nudzę się ze sobą, to miło jednak obcować z jakąś urocza istotą, która doprowadza cię ze śmeichu do łez.
inni odchodzą. odeszli. i tego tez nigdy nie doświadczyłam. dziwne uczucie. najtrudniejsze zadanie to teraz sie odnaleźć jakoś, znaleźć więź zastępczą, tylko czy się da? czy szukanie na siłę z powodu dziury będzie w porządku w stosunku do nas samych? może to zwykłe oszukiwanie się.
just flow- znowu mi dudni w uszach. racja. trzeba czekać na swoją kolej, na swoje losy zapisane.. gdzieś chyba są zapisane. nie gubić ścieżki, nie zapominać lekcji i po prostu być. iść do przodu w sposób dla nas najlepszy, najwygodniejszy.
chcę się nauczyć przezywać. zaglądać rzeczywistości prosto w oczy.