Sporządzam listy. Nie mówię tutaj o urojonych,
nostalgicznych podejściach do mojej przyszłości, ale o listach, które tworzę
dla mojego –jeszcze przez dobre 10 lat- nienarodzonego dziecka. Z każdym
artykułem przeczytanym gdzieś, próbuję
sobie zakodować co powinnam mu wpoić, przed czym ostrzegać, jak do niego
podejść i co mu powiedzieć podczas pierwszej poważnej rozmowy, dajmy o seksie,
żeby nie popełnić błędów swoich rodziców.
Wychodzi na to, że nie mogę być matką, która nie chwali, bo
dziecko może być nieśmiałe, powinnam otwarcie przedstawić dziecku, jak się
miewa sprawa z ars amandi, żeby nie miało problemów z zażenowaniem przy
partnerze, musze wyznaczyć odpowiednie granice, żeby jego system wartości i
rozróżnianie dobra i zła był na tyle silny, żeby udało mu się oprzeć pokusie
zadźgania jeża, będąc do tego zachęcanym przez rówieśników, czyli dzieci,
których rodzice przecież nie zadawali sobie tak poważnych pytań na temat
wychowania, jak ja teraz i to w wieku 21 lat!
I to wszystko zaczęło się układać w pewną całość, bo od
dłuższego czasu, nie dość, że ja myślę o posiadaniu takiego jednego, bądź sztuk
dwóch, jako naturalna kolej rzeczy (doprawdy dziękuję ci Darwinie, za uświadomienie
pospólstwu, jak się sprawy miewają naprawdę, bo jeszcze mogłabym uwierzyć, że
jestem człowiekiem , postawionym wyżej od zwierząt, niezważającym na swoje chucie
i wyścig o przetrwanie), to otoczenie zaczęło wywierać na mnie implicytny wpływ, a nawet presję, że
„Oj nie nie !, Nie uciekniesz od tego!
Rozłożysz nogi i wyjdzie z ciebie coś o wadze arbuza! „
Co więcej, przekonywanie mnie, że jestem teraz w najlepszym
okresie mojego życia, by wreszcie tego arbuza wyciągnąć, powinno być dla mnie
sygnałem, że coś tu nie tak, że przecież nie mam środków, miejsca, czasu i
głowy poukładanej przez artykuły innych mądrych głów i czym prędzej powinnam
myśli tej się pozbyć, ale na przekór wszystkiemu, myślę o tym jeszcze bladziej,
częściej i intensywniej.
Konkluzji żadnej teraz nie wyciągnę, bo nawet jak bym chciała, to nie
ma kto arbuza zrobić, ale zastanawia mnie, czy jak przedstawia się punkt
widzenia innych, aktualnie równie chętnych do rozkładania nóg, jak ja ;)