Jadąc tramwajem doznałam olśnienia. Już wiem! Dokładne,
precyzyjne rozważania podczas 10 minutowej jazdy ułożyły się w całość, odsłaniając
mi skrywaną przez nieznane mi siły tajemnicę. Mój młodociany ból
egzystencjalny spowodowany jest dwoma niewiadomymi, które dzisiaj przedstawiły
mi się w obrzydliwym, oświnionym oknie tramwaju numer 20. Przedstawia się oto
tak:
X – poznanie siebie, odkrycie swojego sensu życia,
stanowczość wobec swoich przekonań
Y – perfekcja w (przynajmniej) większości aspektów życia
Z - szczęście
I teraz tak: x +y = z
Biorąc na poważnie moje równanie, stwierdziłam, że można by wreszcie
znaleźć x (co jest dla mnie aktualnie
najważniejsze), czyli x = z – y (o ile mnie moja matematyka nie myli, nawet
jeśli, nie obchodzi mnie to aktualnie). I oto jest! Tajemnica świata objawia
się, złoty Graal znaleziony! Liczę teraz
na kolejne objawienie, jak zastosować się do wymyślonej procedury. Jak odmówić
sobie tych cudownych wyrzutów sumienia po każdorazowym potknięciu? Jak ułatwić
sobie życie samemu? Ułatwić? Długa droga przede mną. Jak zmienić nastawienie i
przyzwyczajenia, których trzymałam się jak ostrza noża, przez ostatnie kilka
lat? Jak zacząć sobie wybaczać?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz