Pominę chęci zmiany
siebie, tysiące przysiąg, listów do przyszłości z wypisanymi planami do
wykonania, pijackich rozmów o nowym roku, i myśli o tabula rasa w głowie, które
przecież „stanie się” od tak w moim życiu. Pominę wypominanie samej sobie o
tym, że moje życie nadal jest czarno białe, bez jakiejkolwiek zawartości czegoś
cennego, „fajnego”, ciekawego, czegoś co tak naprawdę można by pokazać na
facebooku, wypromować się i pokazać światu, że
u mnie jest tak zajebiście jak nigdy nie było. Pominę fakt, że rozumiem
dziwnie ekstrawertyczną ideę w introwertycznej głowie, która chce się
sprzedawać obcym ludziom w Internecie. Pominę też, że to musi być przez moje
EGO, którego wypierałam się od kiedy znam to pojęcie, które mimowolnie rośnie i
rośnie w mojej przestrzeni życia, utrudniając mi związki miedzy ludzkie jak i
związek z samą sobą. A najbardziej pominąć bym chciała przysięganie samej
sobie, że stanę się bardziej wartościowa kiedy: _____________________________________________
(prosimy o wpisanie kolejnego celu , który nigdy nie zostanie spełniony, a
który przecież powinien odmienić moje życie).
Mogłabym napisać, że kiedy stanę się sławna, przestanę uciekać
od problemów, kiedy będę w końcu weganką, zajmę się fotografowaniem na poważnie,
a kiedy się zakocham, nie będę już jebać fochów na lewo i prawo.
No way baby!
Praca nad sobą i nad swoim małym, zdegenerowanym móżdżkiem,
odcięcie się od mediów i opinii innych, gówno znaczących ludzi może coś
zdziała. Może kiedyś detoks zadziała.