chyba jestem nie w pełni. nie do końca. w 80% procentach. szukam, biegam, tarzam się i nadal nie wiem.
staram się, ale jednak nie. nie wiem co sprawia mi przyjemność, chce tworzyć, ale nie potrafię znaleźć sposobu wyrażania siebie. jakbym była stworzona do czegoś innego, ale jeszcze nie jestem na swojej drodze.
męczy mnie tracenie czasu. przepływa mi przez palce. nie doganiam go, łamie swoje obietnice, składam kolejne, koło się zamyka.
stwierdziłam, że nigdy więcej nie zrobię pobożnej listy życzeń, po chwili pomyślałam, że robie je po to, żeby je złamać, chyba ciągłe niezadowolenie z siebie jest moją masochistyczną przyjemnością. nie mogę znowu myśleć, że kiedy rano wstanę wszystko będzie dobrze, muszę chcieć sama coś zmienić i odnaleźć zagubioną cząstkę siebie. minęło 5 miesięcy a ja nadal jestem w tym samym punkcie.
chce przestać być perfekcjonistką, choć na chwilę, myśleć o teraźniejszości, nie przyszłości, być.
nie planować, a robić. nie narzekać, a zmienić. nie snuć marzeń, a zdobywać. nie czekać, bo nic i tak się nie wydarzy.
jestem w próżni, zawieszona. pomiędzy. chcę wyjść, nie mogę, przez co nie robię nic innego niż myślę o wycieczce.
koniec z udawaniem. nie chce tak więcej. żadnych gierek, pogróżek.
jestem najszczęśliwszą istotą móc poznać właśnie siebie i żyć swoim życiem.
nie będzie kolorowo, będzie prawdziwie.
witamy w mojej bajce.
