Zaraz utonę z miłości,
której nie ma. Wyskoczę przez okno i zacznę się tarzać w tych różowo -czerwonych
rzygowinach, uśmiechając się do ludzi i śmiejąc się szaleńczo.
Zaraz zacznę chodzić po ścianach
z miłości, której nie ma, wsłuchując się w piękne piosenki o udanej miłości. Ja
też będę skakać za nim w ogień. Zimny, wszechwładny, pochłaniający, wypluwający
moje jakże szczęśliwe szczątki.
Zaraz nadzieję się przez
przypadek na ostrze noża. 15 razy. Krew będzie tryskać, układając się w cudowne
serca na ścianach. Utnę sobie głowę i wyślę ją mojemu lubemu, który nie
istnieje.
Zaraz wleję sobie beton w dziurę
po sercu, które do tej pory było zawsze ze mną, ale uciekło. Może z tego
piekącego bólu po kwasie, wypitym w słoneczne popołudnie, dzisiaj o 17.
Zaraz bym chciała przeskoczyć o 2
tygodnie do przodu i znaleźć się w zielonej krainie, którą będę przeklinać po
pierwszym dniu pobytu.
Ja nawet nie żyję przeszłością. Żyję
zaraz, które nie istnieje, bo zawsze, w dziwny i smutny sposób, zamienia się w
teraz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz