poniedziałek, 11 czerwca 2012

12.


Zaraz utonę z  miłości, której nie ma. Wyskoczę przez okno i zacznę się tarzać w tych różowo -czerwonych rzygowinach, uśmiechając się do ludzi i śmiejąc się szaleńczo.
Zaraz zacznę chodzić po ścianach z miłości, której nie ma, wsłuchując się w piękne piosenki o udanej miłości. Ja też będę skakać za nim w ogień. Zimny, wszechwładny, pochłaniający, wypluwający moje jakże szczęśliwe szczątki.
Zaraz nadzieję się przez przypadek na ostrze noża. 15 razy. Krew będzie tryskać, układając się w cudowne serca na ścianach. Utnę sobie głowę i wyślę ją mojemu lubemu, który nie istnieje.
Zaraz wleję sobie beton w dziurę po sercu, które do tej pory było zawsze ze mną, ale uciekło. Może z tego piekącego bólu po kwasie, wypitym w słoneczne popołudnie, dzisiaj o 17.
Zaraz bym chciała przeskoczyć o 2 tygodnie do przodu i znaleźć się w zielonej krainie, którą będę przeklinać po pierwszym dniu pobytu.

Ja nawet nie żyję przeszłością. Żyję zaraz, które nie istnieje, bo zawsze, w dziwny i smutny sposób, zamienia się w teraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz