Nie jest tak jak w filmie. Nie ma sekund na zachłyśnięcie
się chwilą i wynalezienie pomysłu. Nie ma tak, że trwasz w tej chwili, w której
cudowna muzyka rozbrzmiewa w twych uszach. Jest tylko on i ty, broń wycelowana
w ciebie i twoje ręce, które za chwilę oplatają jego, jak najbliższych sobie
kochanków. Nie ma okrzyków zwycięstwa, jest krzyk rozpaczy i dusza, która chce być w innym miejscu. Chce być
bezpieczna, bez najmniejszych trosk. Dobrobyt ma zapełniać nasze gardła, a
niepokój nie istnieje. To i tak jest sen, wyimaginowany świat w którym cię stać
na więcej, do którego przenosisz się każdego wieczora, po którym odechciewa ci
się spać, jak po najgorszym horrorze.
Który daje ci po dupie, pokazując jak niewiele z siebie dajesz, co
możesz zmienić, co da się jeszcze cofnąć, ale budzisz się, jak zwykle
niewyspany, i nie robi to na ciebie
wrażenia. Zapominasz o marzeniach, snach i schowanej sile. Taka jest prawda o wieczornych
marzeniach. Są tak odważne, że wstyd rano spojrzeć sobie w oczy. Wstyd, jak tchórzliwie
patrzymy na rzeczywistość w dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz